czwartek, 2 sierpnia 2018

01.08.2018 Międzylesie- Lasówka. Relacja s. Assumpty: Dobre śniadanie wśród dobrych ludzi i wychodzimy wspólnie na Eucharystię podczas której szczególnie dziękuję Bogu za tę Rodzinę. Siedzimy razem. Msza święta w spokoju, z krótkim rozważaniem Słowa. Staram się przyjąć Komunię Świętą z jak największą miłością. Dziś wynagradzamy naszą droga za zbeszczeszczenie Najświętszego Sakramentu w Lasówce. Ksiądz Proboszcz wita nas i zachęca by powiedzieć kilka zdań o pielgrzymce. Chętnie z tego korzystamy. S.Bernadetta również zachęca do udziału w pielgrzymowaniu duchowym. Ksiądz Proboszcz udziela nam specjalnego błogosławieństwa na drogę. Kilka osób wpisuje swoje intencje. Pani Urszula daje nam cały, duży bochenek chleba- upieczony przez męża. Z wdzięcznością przyjmujemy, choć to dodatkowe 1,5 kg Przeczuwamy, że ten chleb nie jest dla nas, ale trzeba go wziąć. Ruszamy w drogę już po 10.00. Ku wielkiej radości odprowadza nas Gabriel- ulubieniec Matki Bożej ze swoim Tatusiem. Cd. relacji s. Bernadetta: Droga stroma. 4 km nieustannie pod górę. Zatrzymuje się samochód. Życzliwi ludzie chcą nas podwieźć. Dziękujemy serdecznie, tłumacząc się, że to pielgrzymka. Góra jest taka stroma, że pan 3 razy rusza bezskutecznie. Auto zjeżdża w dół. W końcu przy czwartej próbie pomalutku pnie się wzwyż. Błogosławię tych ludzi na dalszą drogę. Upał daje się we znaki. Chce się pić. Ale nie możemy sobie pozwolić, by od razu zużyć cały zapas wody (zresztą niezbyt wielki), bo dokoła tylko połamany las... Za jakiś czas zatrzymuje się leśniczy. Chyba już 2 razy nas mijał. Tym razem staje. Pyta, dokąd idziemy i czy czegoś nam potrzeba. A my właśnie zastanawiałyśmy się, jak daleko jest jakiś sklep. Odpowiedź nie jest pocieszająca, jednak leśniczy dostrzega nasze zakłopotanie i daje nam butelkę wody. Wypijamy ją na pół zaraz za kolejnym zakrętem. "Niech Bóg da mu niebo za te butelkę wody"- wypowiadam modlitwę. Obie czujemy się dużo lepiej. Z wdzięcznością ruszamy dalej. Dziś sporo kilometrów, jednak trzeba często robić postoje, bo upał... Dziś dużo idziemy w ciszy. Taka droga... W zajeździe, który był dziś de facto zamknięty, właścicielka daje nam zimne napoje z lodówki. A w sumie to za jej przyzwoleniem same je bierzemy, bo pani bardzo źle się czuje. Nie jest w stanie nawet wstać z kanapy. Gdy chcemy zapłacić, mówi, że to w prezencie. Tu zostaje chleb. Obie czujemy, że tak ma być. Pani przyjmuje go z wielką radością. Rozmawiamy z nią chwilę. Opowiadamy o pielgrzymce i wyrażamy zachwyt nad pięknem tej okolicy. Pani z żalem mówi: "Tak, jest pięknie. Kiedyś ta wioska nazywała się Dolina Maryi, ale po wojnie zmieniono nazwę i został Niemojów. Szkoda." Brzęczą mi w uszach słowa: Dolina Maryi... Więc dlatego tędy... Ona prowadzi nas swoimi drogami... To nie jest przypadek. Szlak cudowny, choć wymagający (szczególnie ze względu na temperaturę), ale czujemy się pod płaszczem Mamy. Kiedy już prawie brakuje nam wody, przychodzimy do jakiegoś niewielkiego kurortu z jeszcze mniejszym sklepikiem. Jest wody pod dostatkiem. Na miejsce docieramy tuż po 19:00. W kościele modlimy się różaniec wynagradzając. Cieszy nas obecność jednej z parafianek, która właśnie otworzyła nam kościół. Kiedy dowiedziała się, że dziś idąc wynagradzałyśmy, powiedziała, że w takim razie daje nocleg za darmo. S. Assumpta chętnie korzysta. Ja z bólem serca dziś muszę zakończyć drogę. Czas wracać do obowiązków. Przyjeżdża po mnie mama i przywozi nam pyszny, ciepły obiad. Kochana jest... Tyle dziś dobra... Wszystko na większą chwałę Boga!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

09.05.2020 Maryniec – Złotów

Rano jesteśmy na Mszy św. w Złotowie, po której Justyna odwozi mnie z powrotem na trasę. W uszach piękny śpiew ptaków i Słowa Jezusa: „Fi...